36176429_2107406432633759_5108524510923980800_o (1)

Nocny Bieg Świętojański-Gdynia 2018

Wygrałem dobrze obsadzony bieg w Gdyni na dystansie 10km. Czy przed biegiem byłem pewny formy i zwycięstwa? Nie! Czy byłem zaskoczony dość łatwym zwycięstwem? Może trochę ; ) , ale to dobrze. Lepiej otrzymać coś niespodziewanie, niż dopełniać formalności. Zdecydowanie daje to większą frajdę, ale też umówmy się, moja forma i ostatnie występny nie wskazywały, że do Gdyni jadę wygrać w cuglach dopełniając tylko formalności. Przecież za rywali miałem wygrywających seryjnie Afrykańczyków. To zwycięstwo cieszy i motywuje do dalszej pracy, gdyż ostatnio z tą motywacją bywało u mnie różnie.

Przed biegiem Świętojańskim wykonałem tylko 2 akcenty. Mam na myśli okres po półmaratonie w Tarnowie Podgórnym, a biegiem w Gdyni (19 dni). Były to mocne 400-tki, a dokładniej 15x400m po 64”-65” rest 1’15”, gdzie mocno dostałem w “dupę” oraz 8x1200m w tempie (2’50”-2’52”) rest 2’30”, który ukończyłem po 6 odcinkach, ponieważ już od 3 było ciężko. Panował wtedy okropny upał, ponadto miałem na głowie moje szkolenie biegowe i byłem mentalnie trochę zmęczony. Dodatkowo zaraz po biegu w Gdyni wyjechałem na krótki urlop, także przed samymi zawodami myślami byłem też na plaży z zimnym soczkiem w ręce.  

Pogoda w Gdyni dopisała. Było chłodno i około 14-15 stopni. Start 23:59 i “poszły konie po betonie”. Pierwszy kilometr oczywiście prowadzę grupę i monitoruję 2:52 na zegarku. Następnie około 1,5km rozpoczęła się wspinaczka i walka o premię górską. Nie nastawiałem się na wygranie tej premii i puściłem Afrykanów biegnąc swoje. Drugi kilometr w 3:10 i biegnę ramię w ramię z Tomkiem Grycko. Na trzecim kilometrze podbieg robi się bardziej stromy i później się wypłaszcza – międzyczas 3:26 !!

Strata do liderów około 15s. Mówię sobie – koniec zabawy, trzeba napierdalać. Czwarty kilometr z górki 2:43!! I dochodzę uciekających liderów – T.Grycko puścił. Piąty kilometr w 2:45 i już prowadzę mając kolegów na plecach. Zaczynam już cierpieć, jelita bolą od kwasu, ale naparzam, bo widzę, że koksiarz Kieva puszcza. Płaski szósty kilometr 2:54 i zostaję z Etiopczykiem na plecach. Jest szybko, jest płasko, biegnę mocno, on jest po półmaratonie we Wrocławiu i dalej trzyma. WTF? Trochę to deprymujące! Na siódmym kilometrze zaliczamy zbieg Świętojańską i kolega w końcu puszcza. Nie dziwota, bo zegarek wskazał 2:48. Kamień spadł mi z serca, bo flaki bolą od zakwaszenia, a ja wiem, że wystarczy dobiec, by wygrać. Kolejny kilometr staram się powiększyć dystans między nami i przebiegam go w 2:55. Na ostatnim kilometrze myślę sobie “jesteśmy w domu : ), nie muszę już cierpieć do samej mety”. Mam bezpieczną przewagę, przybijam piątki kibicom i zaliczam go w 3:10, a cały bieg w 29:30.

Wygrywam, dobre zakończenie pierwszej części sezonu i zaraz zasłużony urlop. Potwierdzam sam sobie, że wróciłem po złamaniu na całkiem dobry poziom, bo wiem, że tego dnia na płaskiej trasie stać mnie było na wynik 29:00-29:10. Po krótkim wyjeździe i wypoczynku zacznę przygotowania do drugiej części sezonu od początku lipca.  Czeka mnie przecież obrona tytułu Mistrza Polski na 10km oraz Wojskowe Mistrzostwa Świata w maratonie. Trzymajcie kciuki. 

^3050598D28E46274D1A60F94B85854A00EC5987E89560C6209^pimgpsh_fullsize_distr

Po co mi to? Jestem tylko AMATOREM!

Niestety z takim stwierdzeniem spotykam się nad wyraz często. Biegaczom amatorom w bardzo wielu przypadkach nie chce się robić ćwiczeń uzupełniających trening biegowy, tłumacząc się brakiem czasu lub właśnie takim stwierdzeniem jak w tytule wpisu. Stawiają na objętość i wybiegane kilometry oraz trening tempowy, bagatelizując przy tym sprawność/gibkość, ćwiczenia wzmacniające i pracę nad poprawą techniki biegu.  Doświadczenie podpowiada mi, że taki sposób postępowania ma “krótkie nogi” i tym samym chciałbym opowiedzieć WAM małą anegdotkę.

Byłem w Pasłęku na biegu Filipidesa. Po zawodach skorzystałem z punktu masażu i poszedłem rozluźnić sobie lekko łydki. Obok leżeli inny zawodnicy i także korzystali z dobrodziejstw darmowego masażu. W pewnym momencie jeden jegomość po zakończonym zabiegu zaczyna prężnie masować rozcięgno podeszwowe krzywiąc się przy tym niemiłosiernie z bólu. Zaczynam z nim rozmowę na temat tego przypadku i widzę już na pierwszy rzut oka w czym tkwi problem i co jest powodem urazu. Po samej jego postawie “w staniu” widać jak “na talerzu” uwidocznione dysfunkcje, które mają późniejsze przełożenie na biomechanikę ruchu. Zaczynam mu wyjaśniać przyczynę problemu: zapadnięty łuk podłużny stopy, kolano valgus z rotacją kości piszczelowej względem kości udowej, słaby pośladek i brak akceptowalnego zakresu rotacji wewnętrznej i zewnętrznej w biodrze etc.  Jegomość otwiera szeroko oczy i pyta, co ma zrobić? Po krótkim opisie protokołu postępowania i tłumaczeniu, że trzeba to rehabilitować i sumiennie ćwiczyć, że jest to proces, ale w 3-4 miesiące można dużo zmienić to pada jedno z najgorszych stwierdzeń, z jakim dość często się spotykam – “Ja jestem tylko amatorem, wy zawodowcy możecie się w takie rzeczy bawić”.  

Z mojego punktu widzenia i doświadczenia jest to bardzo złe podejście do biegania i treningu amatorów. Amatorzy w szczególności powinni skupić się na treningu bazowym (sprawnościowym, siłowym, w pracy w przemianach tlenowych), skupić się na eliminacji dysfunkcji, które posiadają i które niewątpliwie wpływają na ich podatność do urazów i problemy ze zdrowiem. Zawodowcy mają większe pole do popisu jeżeli chodzi o bagatelizowanie sprawności i ćwiczeń uzupełniających, ponieważ są zdecydowanie lepiej przygotowani do biegania, choć to też jest złe podejście, gdyż w dłużej perspektywie także prowadzi to do problemów ze zdrowiem. Bieganie jest sportem o powtarzalnym ruchu, co zdecydowanie szybciej prowadzi do przeciążeń, dlatego tak ważne jest, aby bodźcować organizm i układ ruchu ćwiczeniami wielostawowymi.

Prowadziłem już wiele treningów grupowych oraz indywidualnych z amatorami. Największym z problemów z jakim się spotykam jest brak wiedzy i techniki wykonywania ćwiczeń sprawnościowych. Statystyczny amator biegania nie ma wiedzy jak się rozciągać i jak ćwiczyć, aby być sprawniejszym i silniejszym. A jak już ma okrojoną wiedzę to bardzo mocno kuleje technika wykonywania ćwiczeń. Wielu z nich zamiast rozciągać np. m. biodrowo – lędźwiowy tylko go napina i praktycznie w ogólnie nie pracuje nad poprawą stanu rozciągnięcia i funkcji tejże grupy mięśniowej. Para idzie w przysłowiowy gwizdek. Dlatego też celem wykładów połączonych z treningiem, które organizuje 17 czerwca w Gdańsku jest edukacja w zakresie poprawy sprawności i techniki biegania zawodników amatorów. Potrzeba im narzędzi do pracy, ponieważ nikt im nie pomoże jak oni sami sobie nie pomogą.

Patrząc i obserwując technikę biegania wielu biegaczy na biegach masowych i mając wiedzę w zakresie biomechaniki ruchu, metodyki nauczania i poprawy tejże techniki wyłania się bardzo smutny obraz. Większość ludzi zaczyna przygodę z bieganiem będąc do tego w ogóle nie przygotowanym. Idą za modą, kupują buty, naczytają się branżowych treści o bieganiu, skopiują plan treningowy z internetu 1:1  i zaczynają trening. Pokrzywieni, z szeregiem dysfunkcji i złymi wzorcami ruchowymi, bez narzędzi w ręku do poprawy tego stanu rzeczy. Ortopedzi prywatnych klinik zacierają ręce i kolejki do zabiegów ortopedycznych się wydłużają. Ośrodki i kliniki ortopedyczne powstają jak grzyby po deszczu, a biedny statystyczny Kowalski płacze i płaci, bo przez to całe bieganie już normalnie nie może funkcjonować i pracować. To coraz bardziej spotykany scenariusz w dzisiejszej dobie mody na bieganie. 

Dlatego też w mojej głowie zrodził się pomysł i misja edukacji biegaczy amatorów. Jak zauważyliście od długiego czasu daję Wam porady dotyczące treningu oraz nagrywam filmy z ćwiczeniami i ich opisem. Kolejnym krokiem jest zrobienie wykładów z treningiem praktycznym. Moim celem jest, aby każdy uczestnik mojego eventu dostał paczkę praktycznej wiedzy, co powinien zrobić, aby biegać lepiej technicznie, być sprawniejszym i silniejszym oraz cieszyć się zdrowiem na długie lata. Zapewniam Was, iż biorąc udział w wydarzeniu w Gdańsku dowiecie się:

-jak metodycznie pracować nad poprawą techniki biegu 
-jak poprawić ogólną sprawność i gibkość oraz zakres ruchomości stawów 
-jak poprawić koordynację ruchową
-jak kształtować siłę biegacza i triathlonisty oraz transferować moc 
-jak trenować w okresie bazowym i akumulacyjnym (jesień-zima) lub w początkowym okresie przygotowań pod dany dystans 
-co i jak monitorować w treningu biegowym i na jakie aspekty zwracać uwagę

Wracając do mojej anegdoty. Szczęśliwym finałem tego opowiadania jest to, że bohater zapisał się na mój wykład i pojawi się w Gdańsku. Daje mi to dużą motywację do przygotowania rzetelnego materiału i zrobienia najlepszego szkolenia w Polsce dotyczącego treningu biegowego. Jestem zdeterminowany, aby każdy uczestnik wrócił do domu z pakietem narzędzi w ręku do poprawy jakości swojej techniki biegowej oraz wiedzą, co jest najważniejszym filarem treningu biegowego i każdego programu treningowego. Na koniec oczywiście gorąco WAS zachęcam do wzięcia udziału w moim szkoleniu. Jestem przekonany, że wyjedziecie zadowoleni : )

Bilety i opis eventu znajdziecie  >>> Tutaj