IMG_0243

Torrevieja-Podsumowanie II tygodnia.

Kończy się właśnie 3 tydzień pobytu w Torrevieja, więc wypadałoby podsumować ten drugi, zwłaszcza, że na blogu wisi już krótkie streszczenie pierwszego. Powiem szczerze, że lekko nie było i to z wielu względów. Mam tutaj na myśli kwestie treningowe, socjalne, odnowy biologicznej i organizacyjne, gdyż jak wiemy czas leci w Hiszpanii szybko, a życie w Polandii się toczy i pewne tematy także musiałem pozamykać pracując zdalnie.

Treningowo był to oczywiście udany tydzień. Mikrocykl, który wykonałem był dość wymagający, choć był też czas na długi trening innego rodzaju – ot takie połączenie relaksu z pożytecznym. Wybiegałem dokładnie 160km na 10 jednostkach treningowych. Z mocnych akcentów miałem pierwsze Tempo Run 10km po 5 miesiącach przerwy od tego rodzaju treningu, szybsze dłuższe wybieganie, mocny akcent siłowo – szybkościowy, długi bieg 30km oraz całą rundę golfa (4h 30min). Niestety ubolewam nad tym, że z odnową jest tutaj nad wyraz ciężko, żeby nie powiedzieć totalna AMATORKA. Do tych wszystkich kwestii postaram się odnieść w kolejnych akapitach.

Zacznę może od treningu i najcięższej jednostki. Tempo run 10km przebiegłem w 30:50. Tego dnia wiało dosyć mocno, do tego stopnia, że z wiatrem biegłem po 2:55-3:00/km, a pod wiatr 3:12-3:08. Jestem zadowolony z tej jednostki, ponieważ zakwasiłem się akceptowalnie 5,7 mmol/l, siłowo biegło się ten trening znośnie, a głowa też dała radę, choć ostatnie 2km biegłem pod wiatr i musiałem trochę mentalnie popracować : ) Przed tym treningiem nie miałem żadnych założeń czasowych, chciałem biec na samopoczucie i  trochę bez komfortu, ale gdzieś tam w głowie ułożyłem sobie, że dobrze byłoby pobiec 30:50-30:40. Dzień później miałem szybsze 20km i nogi też pracowały jak należy. W tygodniu zaliczyłem też mocny akcent na podbiegach i zbiegach, a tydzień zamknąłem long runem 30km w średnim tempie 3:45/km. Nogi swoje odczuły, zwłaszcza, że to drugi tydzień obozu, a ja nie miałem ani jednego porządnego masażu.

No właśnie, jak to jest z tą odnową. Powiem szczerze – amatorka. Jednym z powodów dlaczego piszę o sobie czasami amator jest to, iż nie mam za sobą żadnego profesjonalnego zaplecza. Wynajmuję apartament, cała organizacja takiego wyjazdu jest na mojej głowie. Jestem sobie sprzątaczką, kucharzem, trenerem i menagerem etc. Byłem tutaj na masażu to Pan pisząc delikatnie “wcierał oliwkę” w moje nogi. Chyba z 5 razy mówiłem MAS FUERTE, ale coś słabo to na niego działało. Drugi spec odwołał wizytę, a trzeci do którego chciałem się dostać jest na wakacjach : ( Tak więc moja odnowa sprowadza się do moczenia nóg w wannie, rollera, flosingu i stretchingu. Szczerze ? słabe to jest. Pewnie znajdą się głosy, że narzekam, że powinienem się cieszyć, bo trenuje w Hiszpanii i nie muszę biegać w zimnie i śniegu  itp : )  Tyle, że wiele osób oczekuje od nas (ode mnie) nie wiadomo jakich wyników i walki o czołowe lokaty na imprezach mistrzowskich. Różnica tylko jest taka, że wielu z czołówki i naszych rywali trenuje w górach, mają zaplecze o którym piszę i przede wszystkim spokojną głowę. Wystarczy wejść na Instagram i sobie prześledzić poczynania innych szybkich ścigaczy. Staram się nie myśleć o tych przeszkodach, robić swoje i pracować nad swoim ciałem, aby samemu ściągać napięcia, choć wiem, że nic nigdy nie zastąpi rąk dobrego fizjo. Mając 2 masaże tygodniowo trenował bym pewnie trochę mocniej, a jak nie trenowałbym więcej to na pewno minimalizowałbym ryzyko urazu.

Wracając do rzeczy przyjemnych to spotkałem się tutaj z moim kolegą Edkiem i rozegrałem z nim całą rundę w golfa na przepięknym polu La Romero. Wyszło nam prawie 5 godzin gry, oddaliśmy około 100 uderzeń oraz przeszliśmy 14km. Dodać do tego mój ranny trening Easy 14km + 10×100 RTM to wyszedł bardzo intensywny dzień : ) Muszę WAM powiedzieć, że uprawiałem w swoim życiu wiele sportów i golf jest chyba najtrudniejszą dyscypliną sportu z jaką miałem do czynienia. Siła, precyzja, technika, luz, koordynacja, odporność psychiczna oraz niesamowita kondycja to atrybuty, które powinien posiadać dobry golfista. Mówię Wam szczerze, ten sport męczy i człowiek jest wypruty po 18 dołkach. I pisze to ktoś, kto trochę pocierpiał uprawiając sport i uprawiał kilka dyscyplin na dość wysokim poziomie. Golf jest trudny, wymagający, czasami frustrujący, ale warto się z tym zmierzyć. Nawet dla samych widoków pięknych pól golfowych : )

 

\

Na koniec wyznam Wam, że chciałbym pisać tutaj częściej. Będąc zupełnie szczerym to trochę brakuje mi na to siły i czasu. Trening pochłania dużo energii + gotowanie + opieka nad moimi podopiecznymi + nagrywanie dla Was filmów i montowanie ich + kilka innych tematów, które mam do ogarnięcia. Jest naprawdę co robić : ) Nie mniej jednak będę się starać i mam nadzieję, że te wpisy się Wam podobają. Piona i do usłyszenia.

1062_Crop_720_480

Torrevieja-Podsumowanie I tygodnia.

Do Hiszpanii przyjechałem na długie 5 tygodni, z jednej strony, aby uciec od polskiej zimy, z drugiej zaś, aby w końcu popracować nad prędkościami, gdyż sezon startowy zbliża się wielkimi krokami i pierwsze starty mam zaplanowane już na początku marca. Niestety przed samym wyjazdem dopadło mnie solidne przeziębienie i 4 dni wypadły mi zupełnie z treningu. Dogorywałem w domu i na szybko leczyłem potężny katar, abym jakoś przeżył podróż do Torrevieja : )

Na półwyspie Iberyjskim zameldowałem się w czwartek tj. 1.02.2018 r. Pierwsze trzy dni były dość spokojne, ponieważ po infekcji musiałem się wprowadzić w trening i dać sercu spokojnie popracować. Na zakończenie tygodnia wykonałem jednostkę siły biegowej, aby wejść w normalny mezocykl i od poniedziałku rozpocząć normalny pełnowartościowy trening. Pierwsze dni to też rekonesans terenów do biegania i całej infrastruktury. Muszę przyznać, że Torrevieja jest znacznie lepszym miejscem do treningu, niż Alicante, w którym trenowałem w zeszłym roku. Na pewno na temat biegowych terenów pojawi się na blogu osobny wpis.

Przed obozem musiałem odpowiedzieć sobie na jedno proste i zasadnicze pytanie. Mianowicie: jaki jest cel obozu i co chcę osiągnąć w tych przygotowaniach? Po krótkim zastanowieniu stwierdziłem, że głównym celem jest zachowanie zdrowia i ciągłości treningowej. Po prostu nie może przytrafić mnie się kolejny uraz, który wykluczy mnie z rywalizacji. Tak więc roztropność, ostrożność i brak pośpiechu w treningu będą mi przyświecać w najbliższych tygodniach. Nigdzie się nie spieszę, wiem, że stać mnie na dobre wyniki, a czy przyjdą one w kwietniu, maju, czy dopiero w sierpniu to sprawa dla mnie drugorzędna. Oczywiście fajnie by było reprezentować wysoki poziom sportowy już od samego początku, nie mniej jednak nie zamierzam ryzykować zdrowia zbyt dużym natężeniem treningu, czy jego intensywnością. Pisząc prościej – to co bym wykonał kiedyś w tydzień, teraz zrobię w 10 dni : )

Niewątpliwie 10 tygodni przerwy spowodowanej złamaniem spowodowało u mnie ogólny spadek mocy i prędkości. Także drugim moim celem jest odbudowa potencjału siłowo – szybkościowego. To chyba najgorszy “kawałek chleba” do przetrawienia. Musisz adaptować swoje ciało do znoszenia wysokiego zakwaszenia, przełamać pewne bariery psychiczne i fizyczne oraz pisząc dosadnie i trochę brzydko “musisz się umieć zajechać”. Każdy taki trening boli, jest rozładowujący, ale po fazie superkompensacji powinien działać budująco i bodźcująco. Trzeba się też wykazać doświadczeniem, aby nie przesadzić. Forma ma przecież przyjść wtedy, kiedy planuję haha : )

 

 

Pewnie niektórzy z Was z niecierpliwością czekają na informację o jednostkach treningowych, które tutaj wykonuję. Postanowiłem opublikować cały tydzień swojego pierwszego tygodnia. Chyba jest to nowość w naszym środowisku biegowym, ponieważ żaden pro amator w PL tego nie robi : ) ? Oczywiście nie będzie to u mnie od tej pory regułą, choć nie ukrywam, że co jakiś czas dam taką “wrzutkę” z moich poczynań. W tym miejscu chciałbym tylko przestrzec przed ślepym kopiowaniem tego w swoim planie treningowym. Trening wg mnie jest dość wymagający i trzeba być do niego przygotowanym. Nie sztuką jest wykonać mocny trening, sztuką jest wykonać go w taki sposób, aby oddał na zawodach w postaci wyniku sportowego : ) czyt. trzeba go zregenerować. A teraz do konkretów. Poniżej pełny tydzień treningowy:

PN: I Cross 14km: 3:25/km HR 154 avg   II Easy 11km+spr

WT: I Easy 5km+Interwał 2x10x400 rest 200m (1’15”), rest dł 4′. Pierwsza seria po 66”-65” w butach, druga w kolcach po 65”-64”. Last 60.58, Lac. 6.5 mmol/l. Wiało

II Easy 8km+spr

SR: 20km po 3:48/km -mocny wiatr

Czw: I Easy 12km+spr+10×200 BPG+2km TR  II Easy 10km+spr

PT: Easy 4km+spr+10x1km rest 400m (2′-2’15”) – wiało, lekko nie było przez cholerny wiatr na stadionie. Dzisiaj słabsza dyspozycja dnia.  Lac, 5.6 mmol/l

1)2:53 2) 2:55 3)2:57 4)2:56 5)2:55 6)2:57 7)2:56 8)2:55 9)2:58 10)2:56

So: I Easy 10km+spr    II Easy 12km+spr

N: Long 25km + spr – po 3:50/km. Uporczywy wiatr, samopoczucie średnie.

Total week: 165 km

 

Podsumowując tydzień muszę przyznać, że wszedł w nogi. Z niecierpliwością czekam na masaż w środę za 30 “ojro”. Do tego czasu muszę jednak przeżyć jeszcze mocny trening tempowy we wtorek oraz szybszy długi bieg w środę z rana. Nie czułem się idealnie przez cały tydzień. Tysiące biegało mi się ciężko, nie bez znaczenia był tutaj porywisty zimny wiatr. Niedzielny długi bieg też dłużył się i upływał jak “krew z nosa”. Brakuje trochę sparingpartnera, bądź grupy treningowej. No, ale jako amator nie mogę mieć wygórowanych wymagań hihi. Może dla niektórych ta teza jest nad wyraz kontrowersyjna, ale z pewnością będę chciał ją obronić w kolejnych wpisach na blogu. Tymczasem drogi czytelniku dziękuję Ci, że wytrwałeś do końca i do usłyszenia.

PS.

Zostaw like, udostępnij wpis, bądź  dodaj komentarz. Pozostaw swój ślad : )