23434934_1966344756714406_6528958722735255916_n

“Tata, a Marcin powiedział” – Odcinek 2

Współpracę z Magdaleną rozpocząłem z początkiem czerwca br. Zawodniczka zwróciła się do mnie z ambitnym celem, mianowicie chciała zdobyć medal Mistrzostw Europy Weteranów w maratonie, które odbywały się w ramach maratonu Wrocławskiego. Magda ma przeszłość lekkoatletyczną, trenowała kiedyś LA, jednak jej rekordy życiowe były już nadgryzione zębem czasu.

Okres treningowy do maratonu nie był zbyt długi, więc całkiem musiałem przemodelować jej trening, wiązałem jednak dużą nadzieję z powrotem Magdy do poziomu z najlepszych lat. Podczas naszej rozmowy nie było dyskusji o jakimkolwiek wyniku, skupiłem się na metodycznym, spokojnym treningu i wprowadzeniu nowych bodźców, aby przygotować Magdę energetycznie na trudy dystansu maratońskiego. Trening w jej przypadku też nie jest łatwy ze względu na charakter pracy, którą wykonuje. Magda dużo podróżuje po kraju, a jak wiemy, podróże bywają męczące : )

Nie mniej jednak Magda wykazała się niesamowitą determinacją w realizowaniu treningu, przykładała dużą wagę do sprawności i odnowy biologicznej. Niekiedy zdarzało jej się pobiegać mocniej niż planowałem, jednak nie miało to wpływu na ogólny obraz jej treningu. Pracowała sumiennie i wywiązywała się z przepisanych dla niej zadań, czyli tak jak na prawdziwego sportowca przystało : )

Jej poświecenie, dobre przygotowanie oraz 100% realizacja założonej taktyki na maraton zaowocowały zdobyciem brązowego medalu ME Weteranów w maratonie i zbliżeniem się do rekordu życiowego sprzed dobrych kilku lat. Magda ukończyła bieg z wynikiem 2:57:55 i zrealizowała swój cel!

Zawodniczka posiadała zaproszenie na prestiżowy maraton w Nowym Jorku – marzenie wielu biegaczy. Nie było to łatwe zadanie ze względu na krótki okres pomiędzy startami. Trzeba było wypocząć po dolnośląskim wyzwaniu, a zarazem pobudzić organizm by podtrzymać dyspozycję bez niepożądanego ryzyka przetrenowania. Plan był taki, aby podejść do startu na luzie. Zawodniczka miała ocenić wszystkie czynniki w czasie zawodów i zdecydować, czy podejmuje wyzwanie mocnego biegania. Wynik Magdy zrobił na mnie wrażenie, ponieważ w niesprzyjających warunkach na trudnej trasie z wieloma przygodami przed startem, bez żadnej rozgrzewki przed wystrzałem startera osiągnęła wynik na mecie 2:59:56 zostając drugą Polką w New York Marathon.

 

 

Co sama zawodniczka napisała o naszej współpracy:

“….żeby się rozwijać i realizować swoje marzenia potrzebowałam  mocnego bodźca, inspiracji – KOGOŚ kto mnie zmobilizuje i będzie wymagający, pocieszy gdy idzie gorzej. Wiedziałam, że musi to być Ktoś z doświadczeniem, mocnym sportowym charakterem i  WYNIKAMI, ? Ktoś kogo będę  słuchać i komu ZAUFAM – znalazłam -MARCIN CHABOWSKI.

Wydawało mi się że posiadam  wiedzę dotyczącą treningu popartą latami spędzonymi na ścieżkach biegowych czy stadionie  – myliłam się. Marcin pokazuje mi jak biegać inaczej, mądrzej, energetyczniej – na co powinnam zwracać uwagę. Trening to nie tylko bieganie – to dopiero  podstawowe ABC……

Analizuje każdy akcent biegowy – opierniczy, gdy biegam za szybko ? TRENING to NIE ZAWODY słyszę – powinnaś ładować akumulator! Współpraca korespondencyjna sprawdza się w 100%, a aplikacja Garmina jest naturalnym SZPIEGIEM – jak CRM w pracy. Po kilku miesiącach treningu wracam do formy sprzed lat, zdobywam brązowy Medal Mistrzostw Europy Masters łamiąc 3 godziny w Maratonie i  przy okazji złoto w drużynówce.

Nie mogłam podjąć lepszej decyzji – lubię obcować z profesjonalistami zarówno w biznesie jak i w sporcie – MARCIN taki jest – POLECAM.”

mobile

Okres treningowy po maratonie. Regeneracja. Scenariusz II

W ostatnim wpisie zapowiedziałem przedstawienie swojego poglądu na scenariusz nr 2, czyli wariant, w którym maraton nam nie wychodzi, biegniemy bardzo słabo, bądź w ogóle nie dobiegamy. Czasami jak się nie biegnie dobrze i kolokwialnie “umieramy” to warto zejść i zachować zdrowie niż w męczarniach truchtać do mety i w agonii  później odchorowywać zajechanie naszego organizmu. Jestem zdecydowanym przeciwnikiem dobiegania do mety za wszelką cenę i zakładania później peleryny supermana, że jest się twardzielem i ukończyło dany wyścig. Dla mnie osobiście zdrowie winno być na pierwszym miejscu. A pogląd, że przez zejście z trasy ucierpi nasze zdrowie psychicznie jest dla mnie delikatnie mówiąc “śmieszny”. My sami definijemy sobie nasze poglądy i wartości, jeżeli chodzi o sprawy czysto sportowe. Jak wierzymy w siebie i jesteśmy pewni tego, co robimy, to żadne zejście z trasy maratonu nie będzie lub nie powinno determinować kolejnych takich przypadków. O tak, kwestia siły mentalnej.

scenariusz ii

Przyczyn nieudanego startu w maratonie może być wiele. Z pewnością większość z czytelników osobiście to przerabiała i ma własne doświadczenia. Na pewno ów czynniki można podzielić na 2 kategorie: wewnetrzne i zewnetrzne. Nad zewnętrznymi za bardzo nie chciałbym się tutaj skupiać, ponieważ głównie są to kwestie nietrafionej pogody, problemów organizacyjnych organizatora biegu itp. Na pogodę nie mamy wpływu i jak trafimy na deszcz ze śniegiem lub huraganowy wiatr to trudno “life is brutal” i nie ma co płakać i przyjąć to na klatę. Ważniejsze są dla mnie czynniki wewnętrzne i to na nich chciałbym się skupić w tym wpisie. Pokrótce opiszę kilka wariantów niepowodzenia maratońskiego i scenariusz – do dalej zrobić z tym “zgniłym ziemniakiem”.

1. Nieudany start z powodu urazu w przygotowaniach do maratonu lub choroby (przeziębienia).

Rozpoznanie:

Często jest tak, że doznajemy jakiegoś urazu podczas przygotowań, który wyłącza nas na jakiś okres treningowy. Niestety później wielu próbuje nadgonić stracony czas, co moim zdaniem jest błędem i generuje szereg komplikacji. Nie mniej jednak podchodzimy do startu nieprzygotowani i często słabo wytrenowani, bądź przetrenowani z powodu śpieszenia się z treningiem.

Recepta: Przesunięcie maratonu na inny termin jest dobrym i chyba najlepszym rozwiązaniem. Pakiet startowy możemy odsprzedać lub potraktować maraton jako treningowe 30km long run przed kolejnym zaplanowanym maratonem docelowym. Moim zdaniem takie rozwiązanie uchroni nas przed dawkowaniem sobie większego natężenia treningu, aby nadgonić stracone jednostki treningowe i kilometraż.

2 Nieudany start  z powodu bezpośredniego urazu na zawodach.

Rozpoznanie: Podczas biegu zaczynamy odczuwać ból, ciągnięcie, duży dyskomfort przez co nasza prędkość biegu znacznie spada.

Recepta: Doświadczenie podpowiada mi, że najlepszym rozwiązaniem jest zejście z trasy. Dzięki temu dajemy sobie szansę, że nie doprowadzimy do większego pogłębienia się urazu. Diagnoza może nie będzie wyrokiem i trud przygotowań może będziemy mogli wykorzystać na start w kolejnym maratonie np. za miesiąc.

3 Nieudany start z powodu przetrenowania i braku formy.

Rozpoznanie: To chyba najczęściej spotykany wariant. Amatorzy często trenują za mocno, za dużo i za szybko. Wydaje się Wam często, że szybciej i więcej znaczy lepiej, a wbrew pozorom czasami mniej znaczy efektywniej i lepiej. Głównie chodzi mi tu o prędkość i natężenie treningu, bo jednak odpowiedni kilometraż w przygotowaniach do maratonu jest podstawą. Są też przypadki, że trening idzie bardzo dobrze, jednostki wykonywane są wzorcowo, czujemy się przez większość przygotowań bardzo dobrze, lecz niestety na 2-3 tygodnie do startu coś zaczyna się psuć, czujemy spadek formy oraz brak mocy. Na maratonie nie mamy siły już po 10-15 kilometrach i jest ogólnie dramat.

Recepta: Jak pisałem na samym początku wpisu, uważam, że nie ma sensu zgrywać bohatera i za wszelką cenę biec do mety. Brak formy na maratonie zazwyczaj spowodowany jest złym programowaniem treningu, choć są też przypadki, że po prostu nie mieliśmy swojego dnia. Często zdarzają się też sytuacje, że osiągnęliście swój szczyt formy na 3-4 tygodnie przed maratonem i zostawiliście zdrowie na swoich szybkich i długich treningach 🙂 Większość z was niestety nie zwraca uwagi na sprawy morfologiczne krwi. Degradujecie swoją krew zbyt mocnym treningiem i samego maratonu już nie macie z czego biegać. Musicie wiedzieć, że wasza krew to wasze paliwo. Bez tego nie pojedziecie za daleko. Możecie wykonać super trening, ale jak zrobicie to kosztem własnej krwi, to będzie dupa, a nie wynik. Mistrzów treningu widziałem już wielu. Nie sztuką jest zrobić mocny mikrocykl, czy daną jednostkę treningową. Sztuką jest tak dobrać trening, aby był dla nas odpowiednim bodźcem, który w perspektywie odpowiedniego czasu zregenerujecie. Nie jesteście zawodowcami, aby trenować na krawędzi własnych możliwości. Dlatego w treningu amatorów zawsze będę zwolennikiem trenowania na 90% mocy, czyli bezpiecznie i z sensem. Warto regularnie wykonywać morfologie i mieć “rękę na pulsie”. Zdarza się też tak, że mimo iż wasza krew jest “great” to i tak nie macie mocy do biegania. Jest to spowodowane przetrenowaniem tzw. energetycznym. Zbyt duża ilość bodźców treningowych bądź czas przygotowań spowodował, że nie jesteście w stanie przetrawić tego treningu i sam maraton także okazuje się klapą. Wariantów jest naprawdę wiele, teraz tylko, co zrobić po maratonie?

Na pewno musicie zacząć od badań krwi. Jeżeli okaże się, że jest z tym słabo to nie zostaje nic innego jak odpocząć i zawiesić buty na kołku na 3-4 tygodnie. Warto w tym czasie się suplementować i wykonać trening sprawnościowy (stretching, mobilizacja stawowa, trening siłowy, joga itp.) Po okresie regeneracji (możecie go nazwać biernym roztrenowaniem) trzeba powoli wprowadzić się w trening i nie biegać na zbyt wysokim tętnie. Trudno, musicie uzbroić się w cierpliwość i z pokorą przyjąć, że tempo waszych treningów w przemianach tlenowych na początku będzie bardzo wolne. Ważne jest, aby biegać głównie w tlenie i dać sobie trochę czasu na dojście do szybszych prędkości. Pośpiech jest tutaj złym doradcą.

Natomiast jeżeli parametry krwi będą w normie, to należy po prostu wypocząć i spróbować kolejnego startu na krótszym dystansie po 3-4 tygodniach od nieudanego maratonu. W tym rozwiązaniu proponuję po maratonie cały tydzień nie biegać, potem wejść w spokojny trening tlenowy i pobudzić się krótkim treningiem tempowym przed planowanym startem np. na 10km. Jest to popularny plan działania dla zawodnika na każdym poziomie wytrenowania.

Życie pisze wiele scenariuszy. Te podane we wpisie oczywiście nie wyczerpują tematu w 100%, ale myślę, że należą do najpopularniejszych sytuacji nieudanych startów maratońskich. Podczas kończenia tego wpisu dostałem dobrą wiadomość od mojej zawodniczki z Nowego Jorku. Magda po udanym maratonie we Wrocławiu w krótkim okresie znowu złamała 3 godziny w maratonie. Wpadła na metę z wynikiem 2:59:56. O historii Magdy więcej w kolejnym wpisie “Tata, a Marcin powiedział”.