Maniacka Dziesiątka 2018

Hm? od czego powinienem zacząć dzisiejszy wpis na blogu? Czy o podsumowania obozu w Hiszpanii, czy przejść do rzeczy i od razu zacząć “nawijać” o pierwszych zawodach tego sezonu? Myślę, że jako influencer szanujący czas swoich czytelników : ) przejdę od razu do konkretów, a podsumowanie obozu zostawię sobie na osobny artykuł.

Do Poznania przyleciałem w czwartek prosto z Alicante. Na szczęście nie doznałem szoku termicznego i pogoda w Polsce była nad wyraz akceptowalna. Jeszcze przed wylotem dałem sobie trochę popalić i dołożyłem do pieca z mikrocyklem treningowym. W Ostatnich 11 dniach przed Maniacką zaliczyłem:

-Tempo run 10km – 30:14

-Bieg ciągły 14km – 3:25/km

-Podbiegi 10x200m

-Long Run 26km – 3:38/km

-Pobudzenie siłowe – 10×100 marsz siłowy/100m RTM

-15x400m -66s rest 1:10-1:15

-Szybsze 15km – 3:38/km

Czwartek był dniem podróży i wolnym od treningu. Nogi trochę odpoczęły, a moim zadaniem było złapanie świeżości w ostatnich dniach do niedzieli. Piątek to 10km i 10×100 RTM, sobota natomiast 8km+6×100 RTM. Wiem, że dla wielu natężenie treningu może się wydawać spore. W moim odczuciu takie było, nie mniej jednak start w Poznaniu był dla mnie czysto treningowy – przystankiem do celu. Oczywiście stojąc na starcie zawsze chce walczyć o zwycięstwo, a taktykę dostosowuję do rywali, pogody i własnego samopoczucia.

Niedziela zaskoczyła chyba wszystkich biegaczy temperaturą i świecącym słoneczkiem. Jak to jednak bywa, przy takich nagłych ociepleniach często towarzyszy temu porywisty wiatr. Nie inaczej było w niedzielę, dało się odczuć mocne podmuchy wiatru w drugiej części dystansu. Moim założeniem na ten bieg było się zmęczyć, ale nie wyjechać do “porzygu”, ponieważ tydzień po Maniackiej biegnę półmaraton w Gdyni. Drugi aspekt tego startu jest taki, że niewątpliwie byłem zmęczony po obozie, gdzie nie miałem odnowy oraz był to mój pierwszy start po dłuższej przerwie. Człowiek w takich sytuacjach jednak nie do końca wie, jak jego organizm zareaguje w boju : ) Podsumowując start był czysto kontrolny.

Po tylu latach trenowania podchodzę do startów już bardziej na znieczuleniu. Rywali nie obawiam się w ogóle, natomiast bardziej stresuje mnie wysiłek, który mnie czeka. Nie ma się co oszukiwać, w końcu przyjdzie taki czas, kiedy młodszy zawodnik zacznie mnie ogrywać i powoli się z tym oswajam hehe. Niech próbują, a ja staram się nie dać : ) W Poznaniu pisząc potocznie “na papierze” najgroźniejszym rywalem był dla mnie Adam Nowicki. Do końca nie znam możliwości finiszowych Adama, ale ja na obozie trochę nad tym pracowałem. Z nikim na nic przed biegiem się nie umawiałem. Swoją taktykę uzależniałem głównie od samopoczucia i sytuacji, jaka się wyklaruje na biegu.

Wystrzał startera i poszły konie po betonie. Pierwszy kilometr z górki, więc wiadomo, że będzie szybki. Zegarek wskazał 2:46 i pierwsza myśl, że zapłata za to przyjdzie już niedługo haha. Pierwszy kilometr biegniemy z Adamem obok siebie, ale widzę, że kolega ma dużą chęć prowadzić, więc oddaję mu pałeczkę pierwszeństwa. Międzyczas na 3km wskazuje 8:40, czyli nadal szybko. Biegnie mi się jeszcze w miarę swobodnie, choć czuję już wysoki kwas podniesiony zapewne pierwszym szybkim kilometrem. Mijamy znacznik 5km i 14:35 na zegarku. Nogi mam już trochę mięciutkie i podmęczone, oddechowo jest bardzo dobrze, jednak nogi bez luzu i świeżości. Pojawia się pierwszy kryzysik, choć mój rywal przechodzi także swój, ponieważ tempo spada. Biegnę sobie spokojnie za Adamem i czekam, co się wydarzy. Kolejne kilometry to swobodne bieganie tempem 3:02/km i już wiem, że pobiegnę za rywalem do końcówki i poddaję testom swój finisz. Finisz nigdy nie był moim atutem. Oczywiście nie należę do najwolniejszych zawodników w stawce, ale byli i dalej są zawodnicy ode mnie szybsi na finiszowych metrach. Dlatego jestem znany z nadawania bardzo mocnego tempa od początku do końca, ponieważ chcę uniknąć starć finiszowych i staram się zabić tempem swoich rywali. Bardzo wiele biegów wygrałem w ten sposób. Czasami się nie udawało i dostawałem baty na końcu. Kenijczycy też mnie znali z tego, że biegnę często mocno od początku i to wykorzystywali. Prosty przykład z półmaratonu we Wrocławiu, kiedy dostałem zmianę na 20km, gdzie nadawałem tempo przez cały dystans : ) Drugi to Mistrzostwa Polski na 10km. Mając na plecach dobrych finiszerów np. A. Kozłowskiego, czy R. Kłeczka nie mogłem sobie pozwolić na truchtanie : ) Biegłem mocno swoje i wygrywałem złote medale, a moi koledzy dziwnym trafem zawszy byli drudzy wykorzystując swój finisz : ) Nie mniej jednak są biegi, kiedy trzeba zachować trzeźwość umysłu i pobiec z mniejszym nakładem sił – taki był właśnie w Poznaniu.

Wracając do relacji to ostatnie dwa kilometry to raczej bieg bez historii. Biegnę za rywalem i czekam na to, ile sił uda mi się wykrzesać na ostatnich 500-400m. Postanawiam ruszyć i czuję moc pod kopytem. Rywal nie odpowiada na mój atak, wbiegam na metę bez zagrożenia. Wynik nie powala na kolana, nogi mam zmęczone, oddechowo natomiast czuję się bardzo dobrze. Pierwsza myśl to taka, czy jednak plan treningowy nie był zbyt wymagający? Po głębszej refleksji nie ma to znaczenia, ponieważ wynik na Maniackiej nie był celem, a środkiem.

Co się wydarzyło po biegu? Podziękowałem sobie z Adamem za bieg i poszliśmy na kontrolę antydopingową, gdzie sobie pogadaliśmy o przygotowaniach, o sezonie 2018, o biegu i współzawodnictwie. W internecie na pewnym portalu zrobiła się tzw. “gówno burza” o stylu w jakim wygrałem bieg. Z jednej strony mnie to śmieszy, bo człowiek, który to napisał nie ma pojęcia o bieganiu i rywalizacji na biegach ulicznych. Z drugiej strony zaś, czułem się trochę zirytowany, ponieważ większość środowiska biegowego przez lata mojej kariery zna mnie z tego, że jestem jednym z nielicznych zawodników, którym zawsze zależało na wynikach i mocnym bieganiu na zawodach, które mają znaczenie. Przez wszystkie lata, kiedy trzeba było zdobywać minima na imprezy mistrzowskie, gdzie walczyło się o znaczące laury to ja dyktowałem mocne tempo. Niejednokrotnie szukałem zawodników do współpracy na mitingach i Mistrzostwach Polski do dyktowania mocnego tempa itp. Czemu na MP? Ponieważ wtedy spotykała się grupa najlepszych biegaczy w kraju i często była to jedyna okazja do mocnego biegania.   Żeby nie być gołosłownym podam tylko kilka przykładów:

Pierwsze moje MP na 10000m w Warszawie (chyba 2007r.) Prowadzi podajże Mariusz Giżyński jako pace 4km, po 5km wychodzę i prowadzę bieg jako gówniarz do 9900m i zmianę daję mi na finiszu Michał Kaczmarek – zdobywam srebro. Wynik 28:37

-MP 10000m Kozienice. Przez 3km prowadzi Łukasz Skoczyński jako pace i potem prowadzę bieg do samego końca. Wygrywam z wynikiem 28:44.

-MP 10000m w Kędzierzynie Koźlu – Prowadzę bieg przez 17 okrążeń. Współpracuję na biegu z Henrykiem Szostem. Przez ostatnie 2km zmiany mi jednak nie daje i czeka na końcówkę. Finiszuję w 63s i wygrywam z rekordem życiowym 28:27, Henryk też posiada z tego biegu życiówkę, chyba 28:31.

– Młodzieżowe Mistrzostwa Polski na 5000m – na każdych współpracuję z A. Gardzielewskim, aby zgubić czających się szybszych kolegów. Zawsze jestem drugi i przegrywam na finiszu : ) Arek, na 3 starty z tego, co pamiętam zdobywa tylko raz brąz w Grudziądzu.

-MP 5000m w Bydgoszczy. Prowadzę bieg na początku z A.Gardzielewskim potem samemu do 4700m. Dostaję zmianę od szybkich kolegów i zdobywam 4 miejsce hehe.

Dlatego jak czytam wpisy pseudo portalu i jakiegoś dzieciaka o brzydkim zwycięstwie, to co najwyżej mogę się tylko uśmiechnąć i być do tego zdystansowanym. Oczywiście jeżeli mam taką moc sprawczą to mogę się wypowiedzieć na ten temat na własnym blogu : ) Czemu o tym piszę? Z doświadczenia wiem, że za tydzień już nikt nie będzie o tym pamiętał, bo pamięć kibica jest krótka, natomiast dając się manipulować pseudo dziennikarzynom nabijacie im w kieszeń trochę zaskórniaków podbijając im zasięgi : ) Przecież nie prowadzą tego portalu dla WAS charytatywnie.

To dopiero początek sezonu, a moim głównym celem jest przebiegać go na dobrym poziomie bez kontuzji i przerw w treningu. Drogi czytelniku, trzymaj kciuki i do następnego.

 

 

UDOSTĘPNIJ: